O autorze
blog o psychologii i psychoterapii. A także o tym wszystkim co jest w głowie i o tym, że wszystko jest w głowie.

www.skuteczna-psychoterapia.pl

Strona książki Blisko, nie za blisko

Czemu sondaże słabo się sprawdzają

Jaki wpływ na decyzję głosującego ma znajomość wyników sondaży?

Czemu sondaże wyborcze tak słabo się sprawdzają? Nie jest tak, że nie sprawdzają się zupełnie, jakieś tam trendy daje się wychwytywać, słychać jednak trochę rozczarowania ich aktualną trafnością i widocznym różnicami w wynikach różnych badawczych ośrodków. Czemu tak to wygląda?



Jedną z popularniejszych odpowiedzi jest teoria spiskowa. Sondaże są kupione, albo wymuszone i ogłaszanie wyników jest elementem zbiorowego medialnego oszustwa. Z tą teorią nie da się dyskutować, ani jej w żaden sposób obalić, czy udowodnić (wiadomo, że spisek, to spisek), dlatego najlepiej zostawić ją tam, gdzie jest, z pełnym szacunkiem dla jej funkcji. Czasem lepiej zostać z wiarą w jedną intrygę i tego się trzymać, niż się pogrążyć w chaosie szaleństwa zupełnie. Tymczasem pozwolę sobie jednak przedstawić inne wyjaśnienie.
Zwykle bada się ludzi za pomocą ankiet. Co to jest ankieta? To zbiór pytań, z zaznaczonymi gotowymi odpowiedziami do wyboru. Na co dzień jednak ludzie tak nie rozmawiają.

Naturalna ludzka mowa jest złożona, kontekstowa i pełna niekonsekwencji. Gdy rozmawiamy, ktoś może zacząć przemowę od tezy, a zakończyć tezą dokładnie przeciwną. Albo jedno zapowiedzieć i za sekundę drugie zrobić. Może też sam nie wiedzieć, o co mu chodzi. Bywamy zaskoczeni tym, co mówimy, gdy usłyszymy własne słowa, albo, gdy nam one po chwili będą powtórzone, tak samo, jak bywamy zaskoczeni widokiem własnej mimiki, gdy nas ktoś ukradkiem nagra w kamerze. Człowiek może nie zauważać własnych wewnętrznych sprzeczności. Dawać się ponieść emocjom, fali skojarzeń, wreszcie może głosić różne twierdzenia, gdy rozmawia z różnymi osobami. Bardzo rzadko też mówi dokładnie i tylko na temat.

Zresztą, skoro mówimy o słowach – aktorzy wiedzą przecież, że jest tekst, ale jest też interpretacja. Jeśli kilku różnym osobom damy do wyuczenia się tekst dialogu, nie opatrzony żadnym reżyserskim komentarzem i jeśli one uczą się, jak to zagrać, całkiem od siebie niezależnie, to kiedy spotkają się na przesłuchaniach, możemy usłyszeć te same wyrazy, ale zobaczymy kompletnie inaczej zagrany ich sens.

Wreszcie, jeśli jesteśmy przy temacie ludzkich rozmów, człowiek może też zwyczajnie kłamać. Choćby dlatego, że w skrytości coś tam sobie myśli, ale wie, że tak myśleć, to wstyd.

W ankiecie natomiast jest konkret, który łatwo policzyć. Jedna odpowiedź, uzyskana na jawne pytanie. O czym to informuje? Wyobraźmy sobie kocioł z ciśnieniem wewnątrz i podłączony do niego barometr. Jakie ciśnienie jest w kotle? Podchodzimy do barometru, pukamy dla pewności w szybkę i odczytujemy. Dziesięć atmosfer. O ile barometr jest sprawny, odczyt oznacza dokładnie tyle, ile na podziałce widać. Że w tym kotle jest dziesięć atmosfer.
Funkcja ludzkiej mowy jest jednak bardziej złożona, niż funkcja tarczy barometru. Mowa, to nie tylko informacja.

Wiele filmów, widowisk i książek wykorzystuje na przykład motyw kluczowej sytuacji ślubnej. Czy bierzesz za żonę tę oto kobietę i ślubujesz do końca, na zawsze i tak dalej? Tak, czy nie? W tym jednym „tak”, albo „nie” ma się zawrzeć wszystko, co na ten temat jest do powiedzenia i właśnie dlatego rodzi to tyle napięcia. Nie ma nawet trzeciego, fejsbukowego „to skomplikowane”.

Widać to zresztą w innej części tego rytuału. Jeśli ktokolwiek wie- wygłasza prowadzący - że jest do powiedzenia coś więcej, niż tyko to prościutkie „tak”, lub „nie”, to niech teraz to powie, lub na zawsze milczy. Twórcy procedury przeczuwali więc, że nie ma takiej wypowiedzi języka ludzkiego, która niezależnie od kontekstu ma zawsze to samo znaczenie. Cokolwiek mówisz, jest w tym też coś, czego nie mówisz.

- czy ty, Barbaro, bierzesz za męża tego oto Bogumiła Niechcica, czy może wolisz Toliboskiego?
- tak

Jeśli rezygnujesz w kontakcie z badanym z posługiwania się mową swobodną, nie planowaną z góry, to rezygnujesz z prób poznania jego wewnętrznego świata. Współczesne nauki o człowieku nigdy nie podniosły się już po tej stracie. Dzisiejsi ankietowani są więc jak dawni nowożeńcy przed surowym księdzem. Tak – tak, nie – nie, a cokolwiek jest więcej, od złego pochodzi i ktokolwiek wie o tym, niech milczy na zawsze. I niewiele tu zmienia zastosowanie skali „od – do”. Kto nie wierzy, niech sobie wyobrazi modyfikację tej ślubnej przysięgi. W jakim stopniu ty, Wiesławie, bierzesz tę oto kobietę za żonę, w skali od jeden do dziesięć? Wierzę, że znajdzie się taki, co słysząc w odpowiedzi „osiem” uzna, że właśnie się czegoś dowiedział. Ale czego? Niech spróbuje opowiedzieć, używając tej samej procedury, którą zaproponował pytanemu.

To problem wszelkich testów i ankiet generalnie, ale jest i drugi kłopot. Ten dotyczy już specyficznie sondaży wyborczych i samej sytuacji demokratycznych wyborów.
Czy ludzie głosują na tego, kto im odpowiada? W sytuacji teoretycznej, być może. Gdyby każdy z nas był zamknięty w osobnej celi, bez żadnego kontaktu z pozostałymi i nie wiedziałby, co inni zrobią, co mówią, co myślą, być może zbliżylibyśmy się do tego trochę. Ale i tak tylko trochę. Ludzie bowiem głosują nie tylko w oparciu o własne preferencje, ale i w oparciu o przewidywanie tego, co zrobią inni. Co więcej – w tym przewidywaniu przewidują też, że i inni przewidują, co inni uczynią. To strategia podobna do giełdowej. Prawdziwy dom wariatów. Na giełdzie staramy się zgadnąć, jak inni będą przewidywali ruchy innych i chcemy przewidzieć trend tak, jak go się nikomu innemu zgadnąć nie udało.

W wyborach jest trochę podobnie. Głos, to nie tyle wynik realnej preferencji, ile decyzja taktyczna, lub forma komunikatu. Ekspresji emocji. Czy bardziej chcę, by wygrał Kowalski, czy żeby nie wygrał Nowak?

Czasem oddaje się też głos, by ktoś zareagował na to, żeśmy mu swego głosu odmówili. Nie daję komuś głosu, by mu tym coś powiedzieć, a nie dlatego, że go już nie chcę.
Publikacja sondażu wpływa na wynik wyborów, bo ludzie przewidują ruchy innych właśnie na bazie sondaży. Jeśli wierzę, że ktoś ma szansę na dziesięć procent, to głosuję inaczej, niż wtedy, gdy wierzę, że ma szanse na dwadzieścia. Co innego też zapowiem ankieterowi, gdy już wiem, czego po pozostałych pytanych się mogę spodziewać. Każde ogłoszenie sondażu zmienia więc nie tylko potencjalne strategiczne decyzje wyborców, ale i wpływa na wyniki sondaży następnych. Sondaż zmienia sondaż. Ludzie to przecież czytają i, w odróżnieniu od barometrów, myślą.

Wyobraźmy sobie, że nie będziemy podchodzić do każdego sondażu tak, jak do odczytania wskazania miernika. Z barometrem odczytywanym co godzinę tak pewnie by było – zapis kolejnych odczytów zestawiony razem i z nich wykres. Tendencja zniżkowa, zwyżkowa, albo nic się nie zmienia.

Ale człowiek nie „pokazuje informacji”, tylko prowadzi dialog. Społeczność robi podobnie. Spróbujmy sobie wyobrazić, że to nie odczyty, a etapy rozmowy. Zbiorowość dowiaduje się, co inni typują. Po tej informacji ludzie dostają kolejny raz te same pytania. Odpowiadają, mając w pamięci, czego się dowiedzieli ostatnio. Otrzymują kolejny raz informację o nowym rozkładzie odpowiedzi i znów dostają to samo pytanie. I znów odpowiadają w reakcji na tę nową informację. W końcu pojawia się jakiś finalny produkt tych uzgodnień – ostatni sondaż – i w reakcji na niego ludzie strategicznie oddają swe głosy. W tej sytuacji nie można liczyć na to, że którykolwiek z sondaży się „sprawdzi”.